Wreszcie trochę spokoju, od tygodnia siedzimy w jednym miejscu – Margalefie. Nie pokonujemy codziennie setek kilometrów. Wczoraj przejechaliśmy 500km ale generalnie odpoczywamy i wspinamy się. Pojechaliśmy do Barcelony odebrać Mateusza, który będzie nam towarzyszył przez ostatnie dni wyjazdu. Chyba żaden mój wyjazd do Hiszpanii nie obędzie się bez pokręcenia się do nocy po Barcelonie. No i fajnie, bo w tym mieście wszyscy dobrze się bawią.

Wspina nam się trochę lepiej, chyba przyzwyczailiśmy się trochę do ostrych dziurek i bardzo siłowych ruchów. Jednak jutro mamy już ostatni dzień wspinaczkowy. Będziemy się wspinać na maksa! Potem powrót do Polski ale chyba wrócimy tu jeszcze za jakiś czas…

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *