Koniec wakacji, następne dopiero za tydzień. Od ponad tygodnia jestem już w Warszawie ale myślami chyba jeszcze wciąż w Margalefie. Strasznie dużo się tu dzieje w tej Warszawie. Zdecydowanie nie nadążam za tym wszystkim. Wciąż jestem godzinę albo dwie do tyłu. Ostatnie dni w Hiszpanii były bardzo bardzo wesołe dzięki Mateuszowi, który przyleciał do nas prosto z Londynu. Ponad miesiąc wyjazdu minął mi jak film w kinie. Trochę mnie to przeraża, lubię wyjeżdżać ale ostatnio strasznie szybko życie mi się toczy, boję się że za moment będę już na emeryturze.

 

Podsumowując wyjazd: dużo wspinania, dużo kilometrów (około 8tyś i około 40km rowerem po Paryżu), dużo śmiechu, dużo pięknych miejsc, zachodów, wschodów, deszczów, mgieł i oczywiście dużo słońca. Widzieliśmy zupełnie dzikie miejsca w Hiszpanii, poznaliśmy wielu ludzi. Dowiedzieliśmy się jak to jest być Katalończykiem. Wiele osób obejrzało film „Dzień z życia” z mojego laptopa, dużo osób pytało się i oglądało auto. Pozdrawiam kierowce, który na ul. Modlińskiej na światłach życzył mi powodzenia w dalszych wyjazdach miło to było usłyszeć :)

Do Warszawy z Hiszpanii wracaliśmy jednym ciągiem zmieniając się za kierownicą. Dobra muzyka, dobre nagłośnienie i taka długa podróż to nie problem ;) Poniżej orientacyjna mapka przebiegu naszej trasy wyjazdowej. Warszawa, Paryż, Fontainebleau, Tarn, Zaragossa, Albarracin, Lleida, Siurana, Margalef, Barceolna, Margalef, Paryż, Warszawa.

 

P.S. Mój telefon w Warszawie przeszedł kolejną naprawę i teraz wygląda tak:

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *