Wyjazd z Albarracin zajął nam cały dzień. Nie wiem jak to się stało, czas przeleciał nam przez palce i to nie pierwszy raz. Padało i było zimno ale potem wyszło słońce i dowiedziałem się, że zaliczyłem jeden z trudniejszych egzaminów na moich studiach. Jakie to życie piękne!

Poszliśmy jeszcze raz zobaczyć miasteczko, tym razem wnętrze Albarracin, a nie otaczające je mury. Pokręcone, wąskie, czerwone uliczki są bardzo urokliwe. Poniżej w galerii zdjęcia przez, które próbowaliśmy oddać klimat miasta ale chyba nie udało się. Tam trzeba po prostu być!

W nocy dojechaliśmy do Saragossy, która nie nadawała się kompletnie do zwiedzania. Wszystkie ulice prawie takie same, nic ciekawego do oglądania. Już rozczarowani opuszczaliśmy miasto, a tu nagle kątem oka dostrzegliśmy przepięknie oświetloną bazylikę. Uff, nie jeździliśmy po mieście na marne. Muszę wspomnieć też o chińskim supermarkecie, który znaleźliśmy przypadkiem. Tam było wszystko, mógłbym każdy wyjazd zaczynać od wizyty w takim sklepie. Kupiłem nożyk ceramiczny za 5 euro!

Następny dzień zarezerwowany był na poszukiwania krzesełka turystycznego dla Rudego. Na szczęście wreszcie się udało. Przy okazji skusił się na kask, oczywiście pod kolor krzesełka.

Jesteśmy w Siuranie tu też niestety pada. Pojedziemy chyba zaraz do odległego o 30km Margalefu… Po dwóch dniach odpoczynku jestem tak spragniony wspinania, że byłbym skłonny wrócić 300km do Albarracin jeżeli byłaby tam dobra pogoda. Z kartą paliwową to tylko kwestia czasu, choć w Hiszpanii trudno o stacje na których można zapłacić taką kartą.

Share →

One Response to Przejazd do Siurany

  1. marti pisze:

    Kuba, 5 Euro za nożyk i na dodatek chiński, kurcze to jakaś porażka:/ ale foty znowu powalające…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *