Bęc. Coś nad ranem spadło na maskę auta. Przebudziłem się na chwilę i zobaczyłem piękny wschód słońca w miejscu, w którym czuje się jak u siebie w domu. Znów jestem w Tarnie. Nie sprawdziłem co spadło na maske, poszedłem spać dalej. Następna pobudka nie była już taka delikatna. Gdzieś w pobliżu mojego ulubionego rejonu wspinaczkowego jest chyba baza wojskowa. Obudził nieprawdopodobnie głośny ryk dwóch samolotów odrzutowych. Aż wyskoczyłem ze śpiwora, o na maskę spadła dojrzała figa. Hurra! Wreszcie jestem w Tarnie kiedy figi są dojrzałe i słodziutkie.

W Tarnie śpimy na parkingu przy samochodzie, na tym samym parkingu jemy i odpoczywamy. Do skał jest sto metrów, do rzeczki sto metrów jak dla mnie raj. Naczynia myjemy w rzeczce. Eko Volvo to i eko zmywanie – bez płynu, a rybki się cieszą bo mają co jeść.

Naszym głównym celem wyjazdu jest dłuższy pobyt w Hiszpanii dlatego w Tarnie podobnie jak i w Fontainebleau zostajemy tylko dwa dni. Szkoda bo jest tutaj bardzo dużo ciekawych miejsc. Oprócz wspinania wąwóz słynie z canyoningu. Tysiące kajaczków przepływa rzeką gdzieś pod sektorami wspinaczkowymi. My raczej patrzymy na to wszystko z góry ale tam na dole też można się trochę powspinać a przy okazji wykąpać.

Najbliższe duże miasto to Millau, które znane jest z tego, że rozpościera się nad nim najwiekszy wiadukt w Europie.

Poniżej kilka wspinaczkowych ujęć Marcina Ciepelewskiego z mojego poprzedniego wyjazdu.

Kolejne piękne miejsce, które opuszczamy zbyt szybko ale liczymy na to, że Albarracin – malutkie miasteczko w Hiszpanii – nas nie zawiedzie . Właśnie jesteśmy w drodze, zostało nam tylko albo aż 498km

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *