Dlaczego tak się denerwowałem w dniu odbioru tego auta? Byłem bardziej zestresowany niż przed maturą, a to przecież taka miła sprawa… nie rozumiem!

Dostałem do dyspozycji nowe Volvo V40 z pełnym wyposażeniem i karta paliwową, którym właśnie jadę nad morze. Jest już trochę późno… a może raczej bardzo wcześnie. Jadę z Czajną – moim super kumplem od lat. Oj chyba się dziś nie wyśpimy!

 

 

Nad morze jedziemy towarzysko, a już następnego dnia z Trójmiasta uderzamy  prosto w Dolomity –  no prawie prosto, bo jeszcze  na chwilkę zatrzymujemy się w Berlinie. Tym samochodem wszędzie jest blisko!

Jak tu w kilku słowach opisać pierwsze wrażenia z jazdy nowym Volvo V40?… Z tego auta po prostu nie chce się wysiadać!  Zazwyczaj dojeżdżając do celu długiej podróży każdy jest zmęczony i chce jak najszybciej wysiąść z samochodu. My mieliśmy ciągły niedosyt jazdy. Chcieliśmy jechać i jechać i ciągle było nam mało.

 

 

Na parkingu pod trzema Cimami na wysokości 2000 m.n.p.m spędzamy kilka dni. Niestety wygania nas stamtąd chłód, deszcz a nawet śnieg, mimo że lato w pełni. Na dalszą część podróży przygarniamy Jędrka – kumpla od wspólnych wspinaczek. Szybko zadomawia się w naszym Volvo, co wcale nas nie dziwi bo dla nas to auto to już drugi dom. Brakuje nam tylko słońca i ciepła, więc zapada decyzja: Ceredo!

 

 

Położony niedaleko Werony sportowy rejon wspinaczkowy zmusza nas do wspinania z samego rana – większość ścian ma wystawę południową. Niestety te wczesne pobudki nie wyszły nam ani razu. Stąd i efekty wspinania dość mizerne.

Kolejny cel – Zillertal. Piękna austriacka dolina, w której skała jest równo dobrej jakości jak nawierzchnia krętych dróg pomiędzy Ginzling a tunelem granicznym, z którego wyjeżdża się już we Włoszech. Niestety pogoda znów nas nie rozpieszcza, więc wracamy w deszczu do Polski. Volvo samo dobiera prędkość ściągania wody z przedniej szyby, a świetnie brzmiąca chilloutowa muza poprawia nastrój.

 

 

Nie możemy oprzeć się pokusie zatrzymania choćby na chwilkę w zimowej stolicy Polski. Zakopane serwuje nam niezłą porcję góralskiej zabawy.

4500km, 10 dni, rachunek jest prosty: średnio 450km dziennie. Ciężko pewnie w to uwierzyć, ale ciągła podróż wcale nas nie męczyła – wręcz odpoczywaliśmy podczas jazdy. Pod względem wspinaczkowym wyjazd niezbyt udany, ale podróż V40-tką rekompensuje wszystkie niepogody!

 

Share →

One Response to Pierwsza podróż

  1. Aga_S. pisze:

    śliczne krówki :) samochód też ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *