Dokładnie tak jak przeczuwaliśmy – nasz pobyt w Albarracin kiedyś się skończy. Mimo zimna, deszczu, a nawet śniegu żałujemy, że nie możemy zostać tam dłużej. Musieliśmy sobie ten żal jakoś osłodzić. Na szczęście nie tak daleko jest stąd do wybrzeża. Juhu! Słońce, morze, palmy, pomarańcze wiszą na drzewkach przy drodze i nawet można tu wyjść z auta bez puchówki.

Zobaczyliśmy też słynne trzy jeziora obok miejscowości Torravieja. Niestety fajniej wyglądają na zdjęć satelitarnych niż na żywo. Jednak piękny wschód słońca nad turkusowym jeziorem to zdecydowanie moment, który łatwo będzie mi zapamiętać.

Kąpiel w morzu zaliczona mimo, że nie mieliśmy pianek tak jak wszyscy surferzy. Miło było popatrzeć jak łapią fale i jak cieszą się z tego co robią. Chyba mają podobny styl życia co wspinacze, jednak tak odmienne warunki, w których ten sport uprawiają. Plaża, słońce, dziewczyny, woda, my natomiast szukamy po lesie dobrych kamieni. Wspinamy się ścierając sobie skórę na palcach, wspinamy się w zimnie bo wtedy lepiej chwyty trzymają, frustrujemy się kiedy nam coś nie wychodzi, obtarcia kontuzje, wspinanie po prostu czasem boli. Jeśli tyle minusów wspinania mogę wymienić tak od ręki bez zastanawiania się to chyba coś w tym sporcie musi być wyjątkowego skoro to wciąż robię. Ja jestem pewny, że jest.

Plany na wspinanie z liną znów pokrzyżował nam deszcz. Nie mamy szczęścia do pogody na tym wyjeździe ale przynajmniej tutaj jest ciepło. Siedzimy znów w Refugio w Margalefie za chwilę jedziemy do Barcelony. Później może jakiś ciekawy przystanek na południu Francji i do Polski. Szybko minęły mi te prawie 5miesięczne wakacje. Chyba muszę jeszcze gdzieś wyjechać w grudniu ;) Duża galeria poniżej. Pozdrawiamy!

 

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *