Przygotowania, wyjazd, zakwaterowanie, nerwy i ciągłe rozmowy o przechwytach, o tym co robić przed startem, o tym co robić podczas startu… tak mniej więcej wygląda Puchar Świata od strony zawodnika. Co w tym fajnego? Właściwie chyba ciężko wyjaśnić. Mi po prostu podoba się ta cała atmosfera, która panuje od „technical meeting” do końca finałów. Super jest też widzieć jak inni zawodnicy przygotowują się przed startem, pogadać z ludźmi i pokibicować. Ale przede wszystkim motywacja, jaką się dostaje na każdych zawodach, jest bezcenna i trzyma dość długo.

Jeśli chodzi o moje starty to 49 i 68 pozycja to nie są żadne fajerwerki, ale mimo wszystko nie przekreślam tych startów. Świadomość, jak niewiele mnie dzieliło od tego, żeby na obydwu edycjach być spokojnie w pierwszej 30, uspokaja mnie trochę. Mimo wszelkich starań nie udało mi się jeszcze nigdy wystartować z dobrą formą na żadnych pucharowych zawodach.

W skrócie podaję moje przemyślenia co do startów: 1) Grindewald: skoczna trójka w 10 próbie i łatwa jedynka w 3. Na tych baldach bez sensu straciłem próby. 2) Innsbruck: spadam z topu na łatwej jedynce i spadam z ostatniego ruchu na nie tak łatwej czwórce. 2 topy a 4 były w zasięgu…

Do Laval zostały 4 tygodnie – idę trenować!

Pozdro!

 

P.S. Zacząłem współpracę ze Sztuką Żywienia. Czuję, że będzie dobrze!

 

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *