Chyba jest tak, że dopóki bagaż nie wróci z nami z jakiegoś dłuższego wyjazdu, to nie odczuwamy w pełni powrotu do domu. Przez trzy tygodnie byłem sobie tu, w Warszawie, w takim lekkim zawieszeniu. Sporo wspomnień można przywieźć z odległego kraju tak po prostu w plecaku – różne smaki, rzeczy codziennego użytku, chińskie znaczki, śmieszne pamiątki. Minęły trzy tygodnie i bagaż uznano za zaginiony, teraz minęło 5 więc już nie wierzę, że się znajdzie. Trochę szkoda, no i trochę problemów, bo w bagażu były wszystkie moje najważniejsze rzeczy startowe, ale to tylko rzeczy.

DSC_1827

Dobra rada: sprawdźcie warunki, jakie mają linie lotnicze podczas zagubienia bagażu. Dobrze to wiedzieć, bo w przypadku przewożenia cennych rzeczy naprawdę warto taki bagaż ubezpieczyć. Ważne jest też, że w niektórych liniach nawet kilkudniowe opóźnienie wiąże się ze zwrotem kosztów za różne zakupy do 1000zł.

Na szczęście to był chyba jedyny niemiły akcent wyjazdu. Może poza tym, że nie zauważyłem dwóch chwytów w Haiyang i zepsułem próby na 2 boulderze. To wyrzuciło mnie z pierwszej dwudziestki tuż pod kreskę. Ogólnie, jeżeli chodzi o moje starty, to jestem zadowolony. Zarówno w Chongqing i w Haiyang byłem bardzo blisko półfinału, a to daje dużo motywacji i wiarę w to, że walczę o dobre miejsce!

DSC_1807

Poza wspinaczkowym aspektem Chiny to jedna wielka przygoda od rana do wieczora. Pod warunkiem, że wychodzisz z hotelu. Już w pierwszym lepszym sklepie zarówno produkty, jak i dogadanie się z obsługą może zatrzymać Cię na dłużej niż myślisz. W moim odczuciu Chiny to pozytywny kraj, mimo biedy i innych nieudogodnień, takich jak klimat, zatłoczone miasta, zanieczyszczenia, brak pełnej swobody w niektórych kwestiach. Mało, naprawdę mało ludzi widziałem tam nieszczęśliwych.

W Chongqing zakwaterowanie na 31. piętrze z widokiem na centrum dodało dużo uroku naszemu pobytowi, choć centrum tego miasta jest pewnie wielkości Warszawy. Zobaczyliśmy stare miasto Cikiqou pełne ludzi i małych wąskich uliczek. Jedliśmy w knajpie, gdzie wszystkie dania były bardzo świeże, bo chwilę wcześniej pływały wciąż w akwariach. Jeździliśmy elektrycznym skuterkiem. Jedliśmy także na ulicy, gdzie na grillu za 5 zł przyrządzą Ci świetne danie, wystarczy wziąć koszyczek i wybierać produkty do swojego dania (świeża kolendra, fasolki, grzybki, korzeń lotosu, tofu, ryby, kurczak i dużo nieznanych nam składników).

DSC_2121

 

Jedną z wielu dziwności, które tam są, to brak kawiarni. Są Starbucksy, ale oprócz tego nie ma prawie w ogóle zwykłych kawiarenek. Jedynie kawiarnie top klasa, gdzie możesz wybrać spośród kilkunastu rodzajów kawy i kilkunastu sposobów parzenia, a kawa kosztuje od 20zł w górę! Nieźle.

Tak naprawdę o co by nie zapytać, to można długo opowiadać. Chiny wywarły na mnie duże wrażenie. Z jednej strony szybkość, z jaką się rozwijają – tysiące ponad 30 piętrowych bloków, setki w budowie, prawie całe Chongqing w budowie, a z drugiej strony bardzo życzliwi i pogodni ludzie, którzy żyją w tym, dla mnie abstrakcyjnym, świecie . Za rok będę wiedział więcej i zobaczymy też więcej!

Share →

One Response to Chiny 2015

  1. Skomo pisze:

    Supeeer Jodlak! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *