Przed Mistrzostwami zrobiłem dobrą formę, przed Bloco Mastersami jeszcze lepszą. Mimo tego coś nie kliknęło i nie jestem do końca zadowolony z tych startów.

Jeśli chodzi o Mistrzostwa to wszystko się fajnie działo w eliminacjach i półfinałach raczej też. Szczególnie w eliminacjach doginało mi się niesamowicie. Jednak finały nie dawały zbytnio okazji do walki o najwyższe miejsce na podium. Wszystko rezegrało się na próby i bonusy. Miałem wielką okazję zaliczyć bonus na trzecim problemie, co dałoby mi najlepszy wynik. Nie przemyślałem tego balda pod kątem bonusa, w ogóle tego nie robię ostatnio, nie wiem dlaczego. Tak czy siak, nawet gdyby się udało, to nie byłoby to samo co wygranie finału z zapasem jednego problemu lub zatopowanie wszystkich finałowych przystawek. Od razu po mistrzostwach wziąłem się za dalszy trening przed Bloco Masters.

Szymon Aksienionek M4 MP

fot. Szymon Aksienionek

Przed kolejnymi zawodami najwięcej kłopotów miałem z doborem grupy. Chciałem startować jak najwcześniej, ale bałem się, że nie dostanę się do półfinału nie znając patentów i liczby topów jakie wystarczają na półfinał. Niepotrzebnie, bo udało mi się dość szybko zrobić wszystkie 40 baldów, więc półfinał miałem zapewniony. Jak się później okazało tylko ja i Rugens zrobiliśmy taki wynik.

Półfinały zaczęły się ok, na pewno pierwsze dwa balderki, poszły gładko. Jednak nie cieszyłem się z szybkich topów na nich ponieważ wydawały mi się dość proste. Niezłe akcje zaczęły się na 3, kompletnie nie wiedziałem jak wystartować i w dodatku zgasło światło co spowodowało, że dokończyć start na 3 mogłem dopiero po wszystkich uczestnikach (!) Strasznie mnie to zdenerwowało przed 4 baldem, co było akurat nawet trochę pomocne. Tylko odebrało spokój na ostatnim ruszku do Topu z którego spadłem 3 razy. Gdybym zatopował ten problem na pewno bym już na trójkę nie wracał. Jednak bez niego byłem przekonany, że na finał nie ma szans. Okazało się zupełnie inaczej – dostałem się z trzeciego miejsca mocno zdenerwowany tym, że spędziłem w strefie dodatkowo prawie 2h.

Stefan Madej

fot. Stefan Madej

Tak więc znów myk do Żabki po czekolady i sok z gumi jagód (Oshee lub Powerade), 20 minut chilloutu w aucie, na obiad awaryjna jaglanka z kurkumą i miodem, a później powrót do strefy na finały. Rozgrzewać się prawie nie musiałem, ale zmęczenie narastało głównie przez to, że od 17 już byłem cały czas w gotowości na bardzo trudne baldy. Po oglądaniu zajawka skoczyła i znów chciało mi się wspinać! Jednak zabrakło prądu i zwykle miałem tylko dwie dobre wstawki na każdym problemie. I na każdym niewiele brakowało. Fajnie pokazałem moc na dwójce po małych chwycikach. Dobra szybka akcja z zapasem na trójce w dachu, więc generalnie trzeba być zadowolonym i nie rozmyślać nad tym, co by było gdybym trochę lepiej odpoczął przed finałem ,tylko skupić się na kolejnym starcie!

Najbliższe ważne zawody w kwietniu (Szwajcaria i Chiny)

Trzymajcie kciuki za przygotowania!

PS Super zdjęcia w galerii od Szmona Aksienionka i Stefana Madeja

 

 

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *