Druga część startów w Pucharze Świata tak, jak co roku, zaczęła się w Austrii w Innsbrucku, jednak w innym niż zwykle miejscu, bo na stadionie. Zazwyczaj zawody były na placu tuż obok rynku starego miasta – knajpek, ślicznych widoków, rzeczki i wielu innych przyjemnych atrakcji. Szkoda, ale z kolei na stadionie widzów zmieściło się dużo, dużo więcej.

IMG_20160521_230258

Eliminacje przygotowane przez samego Jacky Godoffa bardzo fajne i dobre do powalczenia, ale tylko w mojej grupie. W drugiej trzeba było być przeraźliwie skutecznym, bo nawet 4 topy mogły nie przejść dalej. Wspinało mi się dobrze, ale bez formy i lekkości, a na takich zawodach to nie wystarczy. Na wszystkich baldach całkiem dobrze szło ,ale wynik końcowy to tylko jeden topik.

Niestety plotka, która rozeszła się po zawodach o tym, że kadra Austrii miała trening, prowadzony i kręcony przez samego Godoffa, na tych samych ścianach, chwytach i paczkach, daje trochę do myślenia i psuje zabawę. Tym bardziej, że team Austrii miał na tych zawodach świetne wyniki i wielu zawodników w półfinałach.

IMG_20160521_132859

Nikt z naszej kadry nie przedarł się do półfinałów, ale mimo tego atmosfera była całkiem fajna. Pomieszkaliśmy w przyjemnym miejscu pośród gór, pooglądaliśmy zawody, powspinaliśmy się chwilę w Zillertal i mieliśmy wrócić spokojnie do domu…

Jednak zachciało nam się być w Warszawie szybciej i w lepszym autostopowym stylu. Dlatego wylądowałem na 7 godzin z Mechatym na Orlenie gdzie graliśmy w szachy i raz na godzinę pojawiało się jakieś auto. Około 4-5 rano złapaliśmy stopa prosto do Warszawy, ale to już też osobna ciekawa historia.

IMG_20160523_014334

Później miało być Monachium i Paryż. Z Mistrzostw Świata w stolicy Francji zrezygnowałem na korzyść wspinania w skałach. Do Monachium pojechałem po kolejne doświadczenie. Motywacja wyczerpała mi się i nie potrafiłem się zebrać do treningu przed samymi zawodami. Szkoda bo runda, jaką routesetterzy przygotowali w Niemczech, bardzo, ale to bardzo, by mi przypasowała. Wystarczyło trochę bardziej trzymać i doginać. Ja tego nie wypracowałem przed zawodami więc wróciłem do domu tylko z jednym boulderkiem na pocieszenie – połogiem (takim z którego posypało się dość sporo mocnych, w tym Hojer). Za rok najprawdopodobniej odpuszczę sobie letnią edycje Pucharu Świata i skupię się na wakacyjnych skałkowych podbojach.

IMG_20160811_091321

Tym bardziej, że miałem totalną frajdę ze wspinania wytrzymałościowego. Wstawiałem się w dość długie drogi czasem nawet ponad 50m 7c lub 7c+. Sporo udało się zasiekać OS. Dodatkowo jedną trudniejszą RP, dużo nowych rejonów zwiedzonych, wiele ślicznych miejsc, dużo super chwil. Wakacyjna Francja to jest to co lubię najbardziej!

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *