Wszystko zaczęło się już od Blocoa tak naprawdę od Mistrzostw Polski w 2016 roku. To był bardzo cieżki sezon. Ważne zawody były po prostu równo co dwa miesiące. W grudniu MP, później  lutym Bloco Masters, kwiecień to już start pucharów Świata i nakoniec kolejne MP w Łodzi.

MP Łódź

Utrzymanie dobrej formy przez tak długi okres i w dodatku bez żadnej możliwości na odpoczynek jest bardzo trudne. Chodzi głównie o szybki powrót do rutyny treningowej tuż po ważnym, wyczerpującym fizcznie i psychicznie starcie.

Bo MP na Bloco byłem lekko podłamany, walczyłem o zwycięstwo i tak niewiele zabrakło. Na Mastersach bam światło zgasło w półfinałach co pozbawiło mnie jakiejkolwiek przerwy przed finałami. Po takich dwóch ciężkich przeżyciach musiałem szybko wziąć sie w garść i kontynuować trening przed pucharami świata.

fot. Stefan Madej

fot. Stefan Madej

Mimo wszystko udało się i do Szwajcarii pojechałem z pozytywnym nastawieniem i w dość dobrej formie. Dodatkowo podczas samego startu po 3 nieudanych rundach zachowałem pozytywne nastawienie i zatoopowałem 4 i trudną dynamiczną 5! Był to dość dobry rezultat. Najlepszy z naszej Reprezentacji!

Niecałe dwa tygodnie później już byliśmy w podróży do Chin! Tym razem mieszkaliśmy w oficjalnym hotelu, wypasik, wygodnie, dobre jedzonko, miło.  Nowe miejsce zawodów – Climbing Park! Zupełnie nowy prak z wielką ścianą na samym szczycie (chyba sztucznie usypanej góry). Z tych zawodów wracam niestety  tylko ze zrobionym pierwszym balderem. Buldery były dość wymagające ale okazało się, patrząć po wynikach, że była to łatwa runda – poziom poszedł do góry. Trzba było mieć aż cztery topy żeby wystartować w półfinałach. Japan team zaczyna właśnie wtedy swoją dominacje.

fot. Yanne Golev

fot. Yanne Golev

Kilka dni przerwy, kolejne miasto – Nankin! Dawna stolica Chin, fajnie nowe miejsce jeszcze tu nie byliśmy pozytywne nastawienie, jeden minus brak ścianki do treninu (nie licząc takiego czegoś w centrum handlowym). Chyba trzeba było tak jak reszta ekipy zalogować się w Szanghaju! Start w Nankin to kolejne moje wspinanie po którym mam wrażenie, że tak niewiele brakowało, żeby było super, a było tak sobie. Słaba na pewno była kolosalna różnica warunków dla pierwszych 30 zawodników i reszty. Po 11 słońce świeciło proto w ścianę, a materac dosłownie parzył! Organizatorzy przesuneli nawet z tego powodu damskie eliminacje! Nie poszło ani mi, ani Mechatemu, ani Kasi niestety. Na pocieszenie trafiła nam się z Mechatym przygoda. Po starcie zasiedzieliśmy sie trochę na arenie zawodów, przez co wszystkie autobusy do miasta już odjechały. Miejsce zawodów na kompletnym odludziu a my bez żadnego pomysłu jak wrócić do hotelu. Na szczęście autostop działa nawet w Chinach i bez długiego oczekiwania dostajemy przemiła podwózkę pod sam hotel. Pod koniec wyjazdu dwa dni spędzone w Szanghaju wystarczyły żeby choć trochę zorientować się jak kosmiczne jest to miasto – pełen odlot, jak w filmach!!

Powrót do Polski i znów perspektywa kolejnych zawodów! Znów Mistrzostwa Polski. Zastanawiamy sie z Andrzejem czy jest sens w ogóle brać udział, czy uda nam się jeszcze podrzymać formę. W końcu startujemy w tch zawodach razem i razem dostajemy bęcki!! Ehh ciężki sezon to był.

Ale będą lespze!!

Share →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *